|
Na jednym z forów internetowych pojawił się cytat z krytycznej wypowiedzi Wiesława Niesiobędzkiego na temat rozbudowy dawnego, nigdy nieukończonego, budynku Miejskiego Domu Kultury przy ul. Kościuszki w Iławie (obecnie mieści się tam Wydział zamiejscowy Wyższej Szkoły im. Pawła Włodkowica oraz Szkoła Muzyczna).
Wszystkich młodszych mieszkańców miasta nad Jeziorakiem należy najpierw krótko wprowadzić w temat, gdyż ze względu na swój wiek, czego można im tylko pozazdrościć, nie muszą i zapewne nie znają szczegółów tego skądinąd ambitnego (?) przedsięwzięcia. Pomysłodawcą całego zamieszania był ówczesny dyrektor MDK-u Jerzy Kalisz. Zamysłem dyrektora było oddanie do użytku mieszkańcom Iławy dużego Domu Kultury, w którym swoją siedzibę miałyby Dom Kultury i Biblioteka Miejska. Tu również znalazłoby schronienie kino X Muza, ponieważ sala widowiskowa przyległa do tego obiektu byłaby przystosowana do projekcji filmów. Tyle tytułem bardzo krótkiego przypomnienia. Na owym forum czytamy wpis kogoś kto ukrywa się pod pseudonimem Pawka Morozow. Pozostawiam intencję autora - jemu samemu - co do celu zamieszczenia owego cytatu jak i wyboru pseudonimu jakim się podpisuje, choć to ostatnie jest zaiste zastanawiające ze względu na samą postać Pawlika Morozowa (Paweła Trofimowicza Morozowa, ur. 1918, zm. 1932) - chłopca ze wsi Gierasimowka za Uralem, na poły mitycznego pioniera rozsławionego przez stalinowską propagandę w latach 30. XX wieku. Według najczęściej kolportowanej wersji oficjalnej był on organizatorem pierwszego oddziału pionierskiego we wsi Gierasimowka, który pomagał komunistom w organizowaniu kołchozu i skupie zboża. Gdy nasz bohater przypadkowo dowiedział się o spisku kułaków, do którego należał także jego ojciec, zdemaskował plany spiskowców i tym samym wydał wyrok na swojego ojca. Biorąc pod uwagę tę encyklopedyczna notkę, ja osobiście nie zdecydowałbym się nigdy na tego typu pseudonim, ani w wymiarze rzeczywistych przekonań, ani w jakimś tylko dla owego iławskiego Pawki zrozumiałym ironicznym podejściu do tematu, jeżeli jest to ironia?. Co nasz Pawka „donosi”, oczywiście cytując W. Niesiobędzkiego „Program fatalny i po megalomańsku przerośnięty, rozgrzebany, nigdy już dokończony i tak naprawdę również nigdy nie rozliczony.” Zdecydowanie tak, nigdy nie rozliczony. Jednak kto jak kto, ale Pawka (pomijam tu osobę W. Niesiobędzkiego), który zapewne młodym człowiekiem już nie jest, wie że tak dużą inwestycję nie mógł dyrektor zaplanować we własnym budżecie. Gdzie był ówczesny Zarząd Miasta, gdzie Rada Miasta, gdzie włodarze województwa, czy wreszcie tzw. opinia publiczna? Choć ta ostatnia, w tamtych czasach – późnego socjalizmu, miała najmniej do powiedzenia. Projekt nie był tajemnicą i zyskał poparcie, bez tego nie mogłaby zostać rozpoczęta jego realizacja. Przyznaję, że gdyby mnie postawiono pytanie, czy podjąłbym się tego typu inwestycji odpowiedziałbym, że propozycja jest bardzo kusząca, ale nie. Tylko, że mówimy o dzisiejszych czasach. Wtedy wszystko wyglądało inaczej, na tego typu przedsięwzięcia były, jak na gospodarkę socjalistyczną przystało, różnego rodzaju fundusze centralne i co więcej, fundusze te obiecano Iławie. Problem w tym, dla inwestycji, bo dla dobra ogólnego bardzo dobrze, że po roku 1989 wszystko w Polsce zmieniło się, a wraz ze zmianą ustroju zniknęły fundusze na dokończenie tej budowli. Co tam fundusze, tak na marginesie i żartobliwie, choć nie dla samych zainteresowanych, przecież po upadku Związku Radzieckiego w głębokim kosmosie pozostali kosmonauci, których nie miał kto sprowadzić na ziemię. Przestał istnieć kraj, który ich wysłał i długo zastanawiano się kto ma zapłacić za ich powrót. Ale takie to były czasy, czasy przełomu. Wtedy wszystko się zmieniło, więc jakie znaczenie miały obietnice finansowania jakieś tam inwestycji w małym, powiatowym miasteczku, pomimo wcześniejszych deklaracji, zawłaszcza, że ci co je składali odeszli do lamusa historii, przynajmniej w sferze ideologii. Dziś w Iławie realizowana jest inwestycja przebudowy kina X Muza na centrum kultury i rozrywki z kinoteatrem w roli głównej. Pomysłodawcą całego przedsięwzięcia był kolejny dyrektor iławskiej kultury Robert Swat. Nic na to nie wskazuje, ale gdyby zaniechano dalszych robót, to czy cała wina spadłaby na pomysłodawcę? Jeśli tak, to wszyscy ludzie, którzy mają jakieś pomysły niech lepiej nigdy ich nie ujawniają. Oczywiście pomijam tu fakt, że zamysł i pierwsza dokumentacja przebudowy kina powstała za czasów burmistrza Żylińskiego, a realizację rozpoczął dopiero zespół kolejnego burmistrza Maśkiewicza, ale to już inna sprawa i nie dotyczy bezpośrednio tego tematu. Choć przy okazji zauważyć warto, że i tę inwestycję miasto realizuje przy pomocy środków zewnętrznych i można postawić pytanie, co by się stało gdyby w trakcie przebudowy ktoś wycofał dotację? Pytanie to pozostawię bez odpowiedzi. Co dalej pisze nasz Pawka, również cytując W. Niesobędzkiego „Po przemianach roku 1989 długo zastanawiano się, co z tym straszącym fantem zrobić.” To prawda, ale zastanawiały się nowe władze Iławy i to od ich decyzji zależało co stanie się z inwestycją. Można postawić pytanie kogo rozliczyć, czy pomysłodawcę, czy tych którzy zaniechali dalszej budowy? Machina potępienia rozkręcała się powoli. Więcej w tym było polityki niż rzeczowej dyskusji. Jeszcze w 1995 ówczesny burmistrz Adam Żyliński nie do końca był przekonany co do przyszłości tego budynku, rozważano przecież dokończenie całego pomysłu oczywiście z wyłączeniem przekazanych już pomieszczeń Państwowej Szkole Muzycznej i po uproszczeniu projektu sali widowiskowej na mniej ekstrawagancką. Potem, gdy narodził się pomysł sprzedania budynku Wyższej Szkole im. Pawła Włodokowica w Płocku, głosy potępienia nabrały wyjątkowo na sile. Cóż, potrzebne było propagandowe wsparcie dla pomysłu sprzedaży. W sumie sam pomysł sprzedaży nie był zły, ale dopiero dzisiaj, gdy realizowana jest koncepcja przebudowy kina, iławska kultura zyskuje zaplecze na wysokim poziomie. Poprzez zaniechanie budowy i brak alternatywnej propozycji, warunki lokalowe przez wiele lat pozostawiały wiele do życzenia. Teraz ta sytuacja może ulec poprawie. Oczywiście powstał wspaniały amfiteatr, ale tego typu obiekty zaspakajają zapotrzebowanie na letnie koncerty i widowiska, i choć jest to obiekt ze wszech miar potrzebny, to jednak spełnia on tylko pewien rodzaj zadań. Wracając do niedokończonej inwestycji tamtych lat, nie należy zapominać, że burmistrz Żyliński od początku podchodził do tej budowy z nieufnością, jednak była ona również wygodnym narzędziem propagandowym. Obiektywnie rzecz biorąc cała inwestycja była bardzo droga, wiele kosztowałoby również utrzymanie takiego obiektu, ale z drugiej strony od kosztów utrzymania tego obiektu należałoby odjąć to co wydajemy dziś na trzy inne. Koszty Biblioteki Miejskiej na Jagiellończyka, Osiedlowego Domu Kultury na Skłodowskiej i kina X Muza na Niepodległości. Pomysł budowy nie był nigdy jednoznacznie zły, ani jednoznacznie dobry. Miał on swoje dobre, jak i złe strony. Gdyby rozpoczęto ją kilka lat wcześniej, wtedy nie zabrakłoby funduszy centralnych i zapewne do dziś Iława miałaby imponujący obiekt przeznaczony na cele kulturalne. Jednak stało się inaczej i w ujęciu możliwości finansowych samego miasta Iławy, było to przedsięwzięcie daleko wyrastające poza jego możliwości. Tak jak już pisałem, w obecnych czasach, przebudowa kina jest lepszym rozwiązaniem niż budowa gigantycznego centrum kultury, ale w czasach realnego socjalizmu perspektywy były zupełnie inne, inne było spojrzenie na rzeczywistość. Nie twierdzę, że dobre, ale inne i oceniać pomysły tamtych czasów można tylko z perspektywy tamtych czasów. Można to robić stosując podejście wyzbyte uprzedzeń, sentymentów, czy własnego punktu widzenia, wtedy osądy będą w miarę możliwości obiektywne. W sumie jest tu więcej pytań niż odpowiedzi, ale taki jest ten temat, prostej i jednoznaczniej odpowiedzi nie ma. RS
|