|
Od czasu do czasu pojawiają się w mediach różne prorocze wizje dotyczące przyszłości tego czy innego zjawiska. Wszystkie mniej lub bardziej trafione „przepowiednie” ostatecznie weryfikuje historia i to ona tak naprawdę decyduje o tym, co jest wartością trwałą, a co nie. Jednego tylko możemy być pewni, wszystko ma swój początek i koniec, tylko wyznaczenie owego końca częściej przypomina wróżenie z fusów niż dogłębną analizę. Czy zatem postawienie pytania o przyszłość prasy lokalnej może doczekać się rzeczowej odpowiedzi?
Jeżeli nie uzurpujemy sobie prawa do jedynie słuszniej racji, to tak. Będzie zatem to tylko próba odpowiedzi na postawione pytanie, a ostateczną odpowiedź jak zawsze przyniesie czas.
Przed rokiem 1989 prasa lokalna w Polsce to zjawisko można by rzec marginalne, ale już na początku lat 90-tych stało się tak powszechne, że nie było w kraju regionu, w którym nie podjęto by próby wydawania gazety regionalnej, lokalnej czy wręcz osiedlowej. W tym czasie rozpoczął się tak dynamiczny rozwój prasy lokalnej, że liczba czasopism wydawanych w latach 1990-1995 wzrosła niemal o połowę, z około 3000 w 1990 roku do ok. 4400 w 1995r. W latach następnych nie było już tak dobrze, ale ciągle ilość wydawanych tytułów utrzymywała się na przyzwoitym poziomie.
Wydawcy prasy stanęli przed wielkim zadaniem, musieli przejść dość przyspieszony kurs funkcjonowania w warunkach wolnego rynku, stopniowo od pierwszych tytułów w taki czy inny sposób dotowanych np. przez lokalne samorządy, do czysto rynkowych rozwiązań. Szefowie gazet poza troską o treść i zawartość swojego pisma, zmuszeni zostali do myślenia o swoich gazetach w kategoriach ekonomicznych i coraz częściej sięgali do podstawowego źródła dochodów jakim stała się reklama. Reklama to pieniądze, ale reklamodawcy wybierają zawsze te gazety, które kupuje czytelnik. Czym może zatem konkurować mały, lokalny wydawca, z prasą ogólnopolską? Przede wszystkim swoja lokalnością, tym że może na bieżąco kontrolować miejscowych decydentów, pisać o lokalnych układach, nieprawidłowościach i o tym co się wydarzyło dziś, wczoraj i kilka dni temu u sąsiada, czy w niedalekiej okolicy, czyli zaletą tych wydawnictw jest możliwość informowania czytelnika o tym, co się dzieje na lokalnym podwórku.
Pierwsze zagrożenie I w tym miejscu pojawia się pierwsze zagrożenie. Skoro atutem jest informacja o charakterze lokalnym i jest to jeden z ważnych czynników, dla których czytelnik sięga po taką prasę, to co się stanie gdy źródeł lokalnej informacji będzie więcej? A gdy do tego będą bezpłatne? Tak, wszyscy zapewne wiedzą, zagrożenie płynie z internetu. Mnogość portali i forów internetowych, porównywalna jest w swym rozkwicie z bumem prasy lokalnej lat 90-tych. Nie da się zaprzeczyć, że niesie to za sobą spore zagrożenie. Dodatkowym, potęgującym czynnikiem, jest bezsporny fakt wzrostu dostępności do internetu, która można powiedzieć rośnie z dnia na dzień. Zatem wraz z tym wzrasta zagrożenie dla prasy lokalnej. Nie trzeba już czekać do kolejnego wydania gazety gdy informację można otrzymać już dziś, na stronach www tego czy innego portalu.
Zagrożenie drugie Drugie zagrożenie wypływa również z samych podstaw egzystencji prasy lokalnej, tym razem o podłożu ekonomicznym – reklamy. Co prawda obecnie dotyczy to przede wszystkim tzw. prasy regionalnej niemniej jednak większość badaczy uważa, że wkrótce powszechnie stanie się udziałem również prasy lokalnej. Chodzi o przejmowanie tytułów przez wielkie koncerny prasowe w celu koncentrowania wpływów płynących właśnie z reklamy. Wedle zasady duży może więcej. Łatwo zrozumieć, dlaczego tak się dzieje - większy zasięg pisma to większy nakład i większe zyski. Reklama to pieniądze, a jeśli już jesteśmy przy aspekcie ekonomicznym, warto zwrócić uwagę na fakt, że trudno za naprawdę lokalną gazetę uznać taką, z której zyski opuszczają daną społeczność. Do tej pory najwięcej tytułów regionalnych w Polsce przejął norweski koncern Orkla i niemiecki holding Verlagsgruppe Passau GmbH., którego polski oddział funkcjonuje pod nazwą Polskapresse. Poza perspektywą przejęcia przez prasowe giganty, lokalne wydawnictwa mają jeszcze możliwość funkcjonowania jako "lokalne" wkładki np. do Gazety Wyborczej, wydawanej przez spółkę Agora S.A.
Koniec „lokalności” Co się staje z gazetą lokalną gdy dostanie się ona w szpony dużego koncernu? Najczęściej staje się lekkostrawną papką, pozbawioną lokalnego kolorytu, a z czasem, choć nie zawsze, i lokalnych redaktorów. Przejmowane stricte lokalne gazety, przekształcają się we wkładki do ich własnych pism regionalnych. Samo zjawisko koncentracji mediów jest niepokojące i prowadzić może w końcowym efekcie do zaniku faktycznej "lokalności".
Już wkrótce możemy doczekać czasów gdy prasa lokalna - nastawiona wyłącznie na mnożenie zysków swego wielkiego wydawcy - przestanie reprezentować interesy czytelników i pełnić funkcję kontrolną i społeczną? Zamiast różnorodnej, bogatej i ciekawej, a przede wszystkim niezależnej prasy lokalnej, będziemy mieć w kraju tylko mutacje jednej lub kilku wielkich gazet. Reasumując przyszłość prasy lokalnej nie przedstawia się imponująco, ba nawet nie zapowiada umiarkowanego sukcesu, jest niepewna i wszystko wskazuje na to, że już najbliższych latach stopniowo nadejdzie zmierzch tego typu wydawnictw. RS
|