|
Iława to takie dziwne miasto, z jednej strony wielki świat zaglądający tu podczas sezonu turystycznego, najczęściej w polskim wydaniu, z drugiej - małomiasteczkowe i zaściankowe przyzwyczajenia.
Wielka polityka sięgająca po krańce województwa, obywatele miasta w sejmie Rzeczypospolitej zasiadający, a zwykłej ludzkiej przyzwoitości jak na lekarstwo. Dla własnych doraźnych korzyści „wielcy tego miasta” potworzyli obozy i frakcje, podzielili miasto, skłócili społeczeństwo i coraz to nowe wypowiedzi owych „ważnych” przekonują nas, że źli to i owszem są, lecz po tamtej stronie. Był czas i to bardzo niedawno, patrząc w wymiarze historii miasta, gdy Iława kwitła i wszytko zdawało się samo układać w piękną mozaikę ozdobną, lecz logicznie zestawioną. Co niektórzy do dziś zasługi przypisują jednostce. Nie ujmując nic nikomu co zasługą jego było, zastanówmy się nad rzeczywistą przyczyną tamtego sukcesu. Jego pokłosie nawet gdzieniegdzie do dziś widać, niestety już tylko w hasłach i sloganach wyborczych. Znane i stare przysłowie mówi o zgodzie co to buduje i rujnującej wszystko niezgodzie, czy tak trudno wprowadzić je w życie? Chyba tak. Wtedy jednak jakoś udało się. Dla dobra miasta wspólnie pracowały przeciwstawne obozy, ugrupowania, a i przeciwnicy polityczni razem przy stole wódkę wypić potrafili. Zachowując swoje poglądy polityczne razem budowali wielkość miasta. Nikt nie przywłaszczał sobie sukcesów innych, to dopiero przyszło później, ale wtedy wszystkie działania miały na celu rozwój miasta. I komu to przeszkadzało? To problem nadający się do rozpatrzenia innym razem, teraz należałoby raczej postawić pytanie, czy dziś jest już zgoda i szansa na rozwój? Jedni odpowiedzą zdecydowanie tak - inni, że nie. Tak naprawdę, to co nastąpiło po ostatnich wyborach, to zwykłe "odbicie" władzy i na zgodę w pełnym tego słowa znaczeniu nie ma tu miejsca. Może z czasem, ale teraz nie ma o tym mowy. Nawet nie wiem, czy zwycięzcy i pokonani choć przez chwilę, taki trudny dla nich problem do przełknięcia, postawili sobie w swoich rozważaniach? Chyba nie? Nie namawiam oczywiście, aby przeciwstawne charaktery na siłę egzystowały ze sobą i udawały jak to im dobrze współpracuje się, ale do zwykłego szacunku dla drugiego człowieka. Gdy zaczniemy szanować się nawzajem to i na współpracę znajdzie się sporo miejsca, na współpracę w różnym wymiarze, w tym mniejszym i w tym większym, bez znaczenia, na taką na jaką nas stać, ale opartą na szacunku i wzajemnym zrozumieniu. RS
|